Wolność i niezależność

Zaktualizowano: 21 wrz 2021

To będzie długi list. Jest 22 lipca. Moja firma kończy dzisiaj dwa lata.


Pamiętam ten dzień, jak dziś. 22 lipca 2019 roku. Wzięta za rękę i zaprowadzona do Urzędu Miasta. Kilka dni wcześniej, usłyszałam: Andzia. Załóż firmę. Gdybyś skręcała długopisy, to bym ci odradziła. Ale ty jesteś świetna w tym co robisz. I kochasz to. Do dziś czuje wzruszenie, gdy sobie o tym przypominam. Byłam wtedy tak sponiewierana.


Każdy, kto otarł się o moją firmę, poznał moją historię. Boleśnie przekonałam się na własnej skórze, co znaczy narcystyczne zaburzenie osobowości, jakie spustoszenie powoduje w życiu i jak ciężko jest od takiej osoby uciec. Odkryłam. Zrozumiałam. Przygotowałam sie na wojnę, o której wiedziałam, że nie będę mogła nikomu powiedzieć. Świadoma, że będę musiała to zrobić mądrze, z ogromną czujnością. W pół roku przewróciłam życie do góry nogami. I odeszłam.


To była dla mnie duża rzecz. Dla racjonalnie myślącej osoby. Szaleństwo. Nie mając nic, poza wewnętrznym doświadczeniem. Choć, jak się okazuje, takie cechy jak upór, siła woli, koncentracja, umiejetność rozwiązywania nierozwiązywalnych problemów, dyscyplina, nieszablonowe myślenie, to klucz do biznesu. Stworzyłam coś z niczego. Zbudowałam firmę i wymyśliłam produkt. Słysząc, że na Jodze to się nie zarabia. Zarobiłam. W obcym dla mnie miejscu. Na Śląsku nie znałam ani jednej osoby. Bez znajomości i zasobów gotowki. Można? Można. Siła woli? Upór? Chęć przetrwania? Czy wewnętrzne prowadzenie? Na pewno cheć bycia dobrą matką. Daje niezłego kopa.


Przetrwałam nawet pandemię. Znowu stając przed wyborem. Wycofać się z tego szaleństwa? Patrzyłam na Jagę bawiąca się obok. Co będzie lepsze, matka, ktora pracuje w korpo i zostawia ją na dziesięć godzin w żłobku, czy ta która próbuje żyć inaczej? W pracy, ktora nie zużywa, a karmi i mnie i ludzi dla których pracuję? Która trzyma w ryzach moje ciało i mój umysł. Wybór był oczywisty. Intuicja ciągle mówiła to samo. Bój się, ale rób. Więc robiłam dalej, to co kocham. Ilekroć chciałam się wycofać, pojawiał się nowy klient. I tak jest do dzisiaj.


Te dwa lata bardzo dużo mnie nauczyły. O sobie, o pracy z drugim człowiekiem. O tym, jak przetrwać na jogiczno/terapeutycznej scenie. Jak nie dać się wtłoczyć w standardy postępowania na żywo i w mediach. Uczyłam sie u najlepszych. Prowadziłam warsztaty w prawie wszystkich dużych miastach Śląska. Przerobiłam w głowie różne rzeczy. Że kobieta nie zarabia dużo. Że osoba uduchowiona pracuje za darmo. Że nie wolno mi podnieść cen, bo nikt mi nie zapłaci. Że czas mój nie ma ceny. Że inni terapeuci to konkurencja. Że konkurencja jest czymś złym. Że zazdrość, dwulicowość i pozerstwo nie ima sie ludzi rozwoju. Że kobieta nie może być guru w tym co robi. Że Kobieta nie może pokazać swoich wad. A już na pewno nie na scenie biznesu. Że nie da sie być i matką i bizneswoman. Bo zawsze którąś się jest do dupy.


Zamykam tymi dwoma latami jakiś rozdział. Czas iść dalej. Gdy uczyłam Was oddychać na pierwszych zajęciach grupowych, mówiliście: rób to na większą skalę. I przyszedł na to czas. Zawsze to Wy byliście inspiracją do tego, w którą stronę mam iść, by dawać z siebie więcej. Jak jeszcze mogę podnieść kwalifikacje, ale też zdolności wykraczające poza technikę i "zwykłe czucie".


Do odważnych świat należy! Puszczam swoją historię w świat. Historię stawiania kroków. Stawania się niezależną, w biznesie, w ciele, w życiu. Stawania w swojej prawdzie. Cdn.